Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło

Właśnie z lasu wracało towarzystwo całe, Wesołe, lecz w porządku.

Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło

Krótkie były Sędziego z synowcem witania, Dał mu poważnie rękę do pocałowania.
I w skroń ucałowawszy uprzejmie pozdrowił; A choć przez wzgląd na gości niewiele z nim mówił. Widać było z łez, które wylotem kontusza Otarł prędko, jak kochał pana Tadeusza.
W ślad gospodarza wszystko ze żniwa i z boru, I z łąk, i z pastwisk razem wracało do dworu.
Tu owiec trzoda becząc w ulice się tłoczy I wznosi chmurę pyłu.